Jedzmy jajka każdego dnia!

 

Polak zjada rocznie ok. 200 jajek, Grek i Francuz – 250, Hiszpan – 320, a (długowieczny) Japończyk – 340. Jednak jajko jajku nierówne. Jajko z produkcji wielkotowarowej i jajko z chowu ekologicznego wyglądają podobnie. Coraz częściej zadajemy sobie pytanie: czym one się różnią?

O odpowiedź poprosiliśmy Beatę Stępień, prowadzącą wraz z mężem hodowlę „Ekologiczne jaja”. Firma ta dostarczająca jajka do delikatesów Organic Farmy Zdrowia zdobyła zaszczytne tytuły: Najlepsze Gospodarstwo Ekologiczne w woj. łódzkim i nagrodę Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi za zdobycie II miejsca w kategorii najlepsze w kraju ekologiczne gospodarstwo towarowe w 2010 roku.

Beata Stępień: – Zasłużyliśmy na tenagrody: jaja z naszego gospodarstwa są naprawdę najwyższej jakości. Cały czas jesteśmy pod ścisłą kontrolą jednostki certyfikującej i weterynaryjnej. Nasz kurnik to strefa wolna od GMO i antybiotyków. Do karmienia kur stosujemy ziarno tylko z naszego gospodarstwa ekologicznego i gospodarstw certyfikowanych. Stosujemy – zgodnie z normami – 5% dodatki z tzw. „konwencji”, tj kredę, minerały i niezbędne uzupełnienia składu paszy (np. lucerna i nagietek wpływają na barwę żółtka).

Kolejna kwestia da się zamknąć w haśle: kurnik świadczy o warunkach i dobrostanie kur. Czyli, kurnik czysty, panująca w środku odpowiednia wilgotność, temperatura, woda do picia ani zbyt ciepła, ani zbyt zimna.

Beata Stępień: – U nas utrzymanie czystości stawiamy na pierwszym miejscu. Raz w tygodniu kurnik jest zamgławiany żywymi kulturami bakterii EM. Dzieki temu naturalnemu probiotykowi w kurniku nie ma much, eliminowany też jest azot i wydzielający się z niego zapach octu. Dla zachowania dobrej kondycji zdrowotnej probiotyk EM podawany jest kurom do picia.

Jak wygląda utrzymanie komfortu dla stadka liczącego 3,5 tys. kur?

Beata Stępień: – W istocie zapewniamy kurom luksusowe warunki. W kurniku nocują na grzędach, same wybierają klatkę do składania jajek. No i świetna przestrzeń do wybiegu: 2 ha zalesionego terenu, gdzie kury w czasie upałów znajdują cień i zażywają kąpieli piaskowych. Tak żyją i znoszą smaczne jajka kury szczęśliwe i zrelaksowane.

Kury zielononóżki

O różnicę między jajkami z farmy wielkotowarowej a ekologicznymi, a także o różnicę między BIO pożywieniem podawanym w ekologicznym kurniku, a mieszanką podawaną w fermach kurzych pytamy Huberta Karolczaka prowadzącego gospodarstwo „Jachna”, który dostarcza nam jajka od kury zielononóżki. – Współcześni uczeni, robiący karierę przy udziale firm farmaceutycznych i producentów dodatków paszowych twierdzą, że jajko z chowu klatkowego, to najbezpieczniejszy dla człowieka produkt zwierzęcy, a jego skład chemiczny nie odbiega niczym od składu jajka z chowu ekologicznego. Według nich jajko nigdy nie dotknięte ręką człowieka, od kury której człowiek praktycznie nigdy nie widział, jest lepsze. Takie jest ich zdanie. A moim zdaniem jajko jako najwspanialsza komórka, która służy przecież z założenia do rozmnażania, nie może powstawać w wyniku gwałtu! Bo czym można nazwać życie na powierzchni kartki A4, bez dostępu do ruchu na wolnym powietrzu? Pasze dla niosek przemysłowych komponowane są w oparciu o najlepszą dostępną wiedzę z zakresu fizjologii drobiu. Zawiera ona tyle składników, aby właściwie zbudo - wać jajo, ani więcej, ani mniej. Paszą taką rządzi przede wszystkim ekonomia. Maona jednak jeden podstawowy feler: jest monotonna i ma stałą konsystencję (sucha pasza treściwa). Natomiast kury ekologiczne, a przynajmniej nasze zielononóżki, mają przez cały rok zapewniony dostęp do różnorodnej paszy zarówno treściwej jak i objętościowej. Sami mieszamy śrutowane zboża i łubin z węglem drzewnym i naturalnym żwirkiem wapiennym. Jest to nasza pasza treściwa, której recepturę tworzyliśmy latami. Oprócz niej, raz dziennie dostają paszę objętościową. Są to w zależności od pory roku: marchew, buraczki, lucerna, pokrzywy, ziemniaki parowane, susz z lucerny, kiszonki (z lucerny i pokrzyw). A wieczorem nieodzowne jest całe ziarno pszenicy.

Karma to nie wszystko. Równie ważna jest atmosfera w kurniku – i to w każdym znaczeniu. Chodzi o utrzymanie ściśle określonej wilgotności, temperatury, oświetlenie, częstotliwość wymiany powietrza, oraz komfort lub jego brak. Ważna jest także tem temperatura wody do picia. To wszystko ma mieć wielotysięczne stadko.

Kiedy na kontrolę przyjeżdżają do mnie inspektorzy z weterynarii nie mogą napatrzeć się na moje kury, a ich opowieści o kurach w klatkach mogą zmrozić krew. Mierzą stężenie amoniaku i siarkowodoru i nie mogą wyjść z podziwu. Mam problem z utrzymaniem odpowiedniej temperatury w czasie silnych mrozów – wynika to z małej obsady. Niestety generuje to dodatkowe koszty, które muszę ponosić na ogrzewanie. Moim zdaniem podstawą dla zapewnienia właściwego mikroklimatu jest zapewnienie odpowiedniej powierzchni w kurniku i dostateczna ilość suchej ściółki. W czasie zimy trzeba dbać o właściwą wilgotność, bo kura marznie wtedy jak jest wilgoć. Dlatego, bez względu na temperaturę zewnętrzną, trzeba zapewnić właściwą wymianę powietrza. Ponadto kury mającały rok dostęp do żwiru i piasku, w którym się kąpią. Śpią na grzędach – każda codziennie na tym samym miejscu. Poza tym moje kury mają w swoim gronie kilkanaście kogutów, które też starają się zadbać o ich dobrostan…

Do utrzymania kurzego komfortu istotna jest duża dawka ruchu na wolnym wybiegu. I nie chodzi tu o „więzienny spacerniak” a o sporą przestrzeń do swobodnego grzebania. Jak to udaje się zapewnić?
Nasze kury mają dostęp do wybiegów założonych na powierzchni około 3 hektarów. Każde stadko ma wyjścia z kurnika na dwa wybiegi, na które są wypuszczane przemiennie. Wybiegi są uprawiane jak normalne pole. Obsiewamy je w zależności od dostępności nasion żytem, seradelą, łubinem i trawami. Zielononóżki bardzo chętnie korzystają z takich pastwisk, co niestety wykorzystują lisy i jastrzębie....ale to już temat na następny artykuł.

Opracował
Bohdan Juchniewicz